święta...

...n i e n a w i d z ę.

ostatnio uświadomiłam sobie, że gdyby nie szkoła nie wychodziłabym z domu.
czy mi to w jakikolwiek sposób przeszkadza? nie.
wystarczy mi tyle kontaktów fizycznych z ludźmi ile doświadczam w szkole (niestety bardziej tego ograniczyć nie mogę).

oczywistą rzeczą jest to, że w święta jestem zmuszona do spotkania się z rodziną, ubrać maskę i próbować przetrwać ukrywając agonię, która zalewa mnie od środka podczas gdy opowiadam jakiś niskich lotów żart lub coś tego pokroju.

trzeba zacisnąć zęby i przetrwać, aby z drugiej strony nie robić nikomu przykrości, bo hej, nie jestem pępkiem świata. należy dostosować się do ogólnie przyjętych norm społecznych. chociaż sama tego nie lubię, ponieważ większość z nich w moich odczuciach jest absurdalna. lubię żyć niechlujnie, nie ograniczać się. mieć władzę nad własnym życiem. nikt mi nie będzie mówił, że muszę ubierać dwie takie same skarpetki.

życie według norm to domena szarości i sprzyja popadaniu monotonii. a to nie jest fajne. nie róbmy tego.


Komentarze